Okruszki dobra

Sweter z perełkami

Burza białych włosów utrwalonych w miękkich falach. Perłowe klipsy, perłowe paznokcie i jasny sweter z guzikami, które także połyskiwały perłowo. Piwne, śmiejące się oczy, które potrafiły ciskać gromy szczerej furii, a wtedy nikomu nie było do śmiechu, nawet klasowym łobuzom, zwłaszcza im. Czerwony długopis do stawiania tłustych piątek, posępnych dwój i kaligrafowania uwag na marginesach wypracowań. Ile ich w życiu przeczytała? Ile dyktand? Ile błędów poprawiła? Pani Korzeniowska, moja pierwsza szkolna wychowawczyni.

Nie wiem, ile miała lat, kiedy w początkach lat 90. objęła pieczę nad dzieciakam z I B w podstawówce na Smolnej. Zawsze wydawała mi się bezwiekowa, jakby urodziła się już z piórem w dłoni. Pamiętam herbatki, które nam urządzała, chyba po to, żeby ocieplić szkolną atmosferę. Kierowała się zbiorem żelaznych zasad, które potrafię docenić dopiero dziś. W domu było chwiejnie, ale w szkole miałam poczucie jasności, a przez to bezpieczeństwa. Bezcenna rzecz dla kilkulatki.

Dziś sama noszę sweter z perełkami. Jestem już w takim wieku, że śmiało mogę zapiąć i klipsy na uszach. Codziennie staram się przywołać to, za co jestem wdzięczna i dziś kłaniam się nisko pani Korzeniowskiej. Jej zaangażowaniu i surowości, które były po to, żeby nas wychować.

Ciekawe, gdzie teraz jest i co porabia. Może spogląda na nas z chmurki równie białej i pierzastej jak jej włosy?

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *