-
Lawendowe pole
Pole lawendy. Nigdy na takim nie byłam, nawet nie potrafię sobie wyobrazić, jak upojnie musi pachnieć. Kilka dni temu zawołało mnie samo. Zaprosiło do siebie, żebym usiadła i lepiej zobaczyła coś, czego nie widać na pierwszy rzut oka. Jak to się zaczęło? Przed świątecznym spotkaniem w rodzinnym gronie uwijałam się jak pracowita pszczółka. Kiedy mój mąż dostawił do stołu dodatkowe krzesło dla gości i zaczął przesuwać nakrycia, które chwilę wcześniej pieczołowicie poukładałam, wściekłam się i głośno go ofuknęłam. Jakby rzeczywiście było za co! Najlepszy przykład świątecznej presji czasu, przygotowań, szaleństwa, które czasem jeszcze lubi się pojawiać, choć staram się wymiatać je ze wszystkich kątów naszego domu i swojej głowy.…


