• Okruszki dobra

    Drzewa mojego dziadka

    Dziś mroźnie, ale słońce świeci tak kwietniowo, że nawet Tofik, który nie lubi temperatur poniżej zera, z rozkoszą wystawia pyszczek do promieni i wietrzy futerko. Ostry wschodni wiatr wieje bez wytchnienia. Mieszkamy blisko koryta rzeki, wichury bywają tu potężne. Łamią konary, strącają ptasie gniazda, czasem nawet powalają drzewa. Jestem pełna podziwu dla lip, dębu, kasztanowców, świerków i innych sędziwych olbrzymów, które trwają pomimo wszystko. Pokazuję Leonkowi drzewa, tak jak mi pokazywał dziadek wiele lat temu. Najpierw wymieniał łacińską, a potem polską nazwę: Fagus sylvatica, buk. Betula verrucosa, brzoza. Pinus sylvestris, sosna… Dziadek Władysław pochodził z rolniczej rodziny. W naturalny sposób był związany z ziemią i chyba stąd płynął jego spokój.…

  • Na dobry dzień

    Królestwo mojego dzieciństwa

    Ulica Smolna 38, ostatnia z ciągu kamienic z podwórkiem typu studnia. Po wejściu w bramę podchodziłam do pierwszych drzwi po lewej. To były białe, ciężkie, dwuskrzydłowe drzwi z grubym szkłem. Przyciskałam guzik dzwonka osadzony w ozdobnej rozetce, na co z głębi mieszkania odzywało się donośne szczekanie Heksy. Za szybą pojawiał się zarys postaci, rozbitej na małe plamki. Otwierała zazwyczaj pani Zosia, wysoka, krzepka góralka z ciasno upiętymi kruczoczarnymi włosami, mama Adama, Ewy i Ludwiki, mojej szkolnej koleżanki. Po marmurowych schodkach wchodziło się do sieni. Jej podłoga była wyłożona pięknymi, także marmurowymi kaflami w wytarty wzór przypominający szachownicę, a pamiętający jeszcze przedwojenne czasy. Pachniało jabłkami, cynamonem, wanilią, zawsze jakimś ciastem. W…

  • Okruszki dobra

    Sweter z perełkami

    Burza białych włosów utrwalonych w miękkich falach. Perłowe klipsy, perłowe paznokcie i jasny sweter z guzikami, które także połyskiwały perłowo. Piwne, śmiejące się oczy, które potrafiły ciskać gromy szczerej furii, a wtedy nikomu nie było do śmiechu, nawet klasowym łobuzom, zwłaszcza im. Czerwony długopis do stawiania tłustych piątek, posępnych dwój i kaligrafowania uwag na marginesach wypracowań. Ile ich w życiu przeczytała? Ile dyktand? Ile błędów poprawiła? Pani Korzeniowska, moja pierwsza szkolna wychowawczyni. Nie wiem, ile miała lat, kiedy w początkach lat 90. objęła pieczę nad dzieciakam z I B w podstawówce na Smolnej. Zawsze wydawała mi się bezwiekowa, jakby urodziła się już z piórem w dłoni. Pamiętam herbatki, które nam…

  • Na dobry dzień

    Ciało pamięta

    Oglądam relację koleżanki z pobytu na Malcie. Jest cudownie. Wiekowa kamienna architektura, stada obłoczków rzuconych na lazur nieba, które daleko na horyzoncie, pod woalem mgły spotyka się z morzem. Mdląca słodycz egzotycznych kwiatów, słony smak nagrzanego słońcem powietrza, chłód cienistych uliczek opadających w stronę portu. Wakacje, przestrzeń, oddech, radość na twarzach, letnia sukienka w róże. Dochodzimy do strzałki prowadzącej do katakumb i hop, już na kolejnym zdjęciu jesteśmy w środku. Wystarczy jedno spojrzenie i krew odpływa mi z głowy. Robi mi się niedobrze, duszno, słabo. Nabieram dużo powietrza, raz za razem. Kamienne ściany przytłaczają mnie tak ciasno, że nie mogę rozeprzeć się ramionami. Jak w toaletach, z których uciekam w…