
Zajrzeć w swoje okna
Każdego wieczoru przed snem wyglądamy z Leonkiem przez okno, żeby pożegnać dzień. Lubię ten widok: młody grab, o tej porze roku obsypany świeżym listeczkami, strzelista brzoza na podwórzu sąsiadów, niebo przebarwiające się na zachodzie.
Często patrzę na światło lampki stojącej u nas na parapecie, które odbija się w oknie sąsiadów naprzeciwko. I myślę o tym, że tak jak my zerkamy na nich od rana do wieczora, tak samo oni zerkają na nas, na nasze życie. Sąsiedztwo to w ogóle historia wzajemnego zerkania, oby jak najbardziej serdecznego. Etymologicznie sąsiad to ten, który osiadł razem z nami na tym samym miejscu. To miłe, że już coś nas łączy.
I myślę sobie, jak by to było zajrzeć do swojego domu z perspektywy sąsiada. Gdyby tak stanąć naprzeciwko własnych okien i popatrzeć. Na siebie w tej chwili, na swój dom, na jego mieszańców, na swoją codzienność. Bez pudru, bez lukru, ale i bez niepotrzebnego krytykanctwa, na surowo. Po prostu z zaciekawieniem.
Co widzę, kiedy tak zaglądam w tę codzienność? Kim jest ta osoba? To jestem ja? Jakich nas widzę? Jakie jest życie w tym domu? Jaka panuje w nim atmosfera? Czy to mi się podoba? Czy jestem w stanie zobaczyć siebie bez filtrów i stwierdzić: tak jest dobrze? Albo: wyglądam na kompletnie wyczerpaną, smutną, niezadowoloną, niedogadującą się z bliskimi, dlaczego tak jest? Co interesującego i pożytecznego możemy zobaczyć, kiedy poświęcimy minutę na spojrzenie z zewnątrz, spoza ograniczeń własnych emocji i racjonalizującej głowy?
Z życzliwej sobie samemu i innym perspektywy zawsze widać najlepiej.
Przytulam ciepło 💚

