Bujność czerwca
Powietrze po deszczu jest świeże i wilgotne. Jaskółki krążą wokół nas, a ja próbuję dogonić wzrokiem ich błyskawiczne, zwinne ruchy. Podziwiając ekstremalne wyczyny tej miniaturowej eskadry, myślę o tym, jak wiele ciężka inżynieria lotnicza zawdzięcza ptasiej motoryce.
Trzy jaskółczęta przysiadły na ławce i suszą nastroszone piórka, w słońcu połyskujące odcieniami granatu. Szczebiocą jedno przez drugie, przejęte lekcją, w której właśnie uczestniczą. Do maluchów co rusz podlatują rodzice z upolowanym owadem, wzniecając wrzawę i wielkie poruszenie. Mama i tata czasem też zachęcają młode, a te podfruwają i w powietrzu przechwytują od nich posiłek, co wygląda, jakby składały pocałunek w locie.
Ciepły wiatr przynosi fale słodkiego, zielonego, cytrusowego zapachu. Obsypane kwiatami jaśminy stoją w niezmąconym przepychu, tak wonnym, czystym i złotym, jakby przeniosły się tu wprost z orientalnego ogrodu maharadży. Poza egzotyczną bujnością jest w tych okazałych krzewach także coś swojskiego, przyjaznego. Może dlatego, że przywodzą na myśl zbliżające się lato, wakacje na wsi i ogródek u babci.
O złotej godzinie schodzimy z Leonkiem nad Bug. Nigdzie nie czuję pulsu życia głębiej i mocniej niż nad wodą. Mieniąca się rzeka, oddech, wiatr i nurt. Bezwiednie dostrajam się do nieprzerwanego przepływu fal, brzęczenia owadów, szemrania wody, rozkołysania nadbrzeżnych zarośli błyszczących od słońca.
Przyjemnie nasycić się tym, co przynosi czerwiec. Bogactwem, rozkwitem, pełnią, słodyczą i życiem 🌿🌸🌞


