Na dobry dzień

Miłość pod lodem

Anna, teściowa mojego teścia, bez ogródek mówiła o tym, że za mąż wyszła ze strachu przed wojną, a męża nigdy nie kochała. Cierpkie słowa, a i życie nielekkie. Aby przetrwać. Miłość gdzieś stanęła, gdzieś utknęła. Myślę jednak, że poza strachem i bólem było tam coś więcej. Nawet jeśli młodziutka Anna szukała przede wszystkim ochrony w traumatycznych czasach, ostatecznie przecież założyła rodzinę i dała początek nowemu życiu, które płynie aż do dziś.

Miłość w rodzinie potrafi zamarznąć. Czasem jej nie widać, czasem wręcz trudno rozpoznać, że ci ludzie to bliscy. Ale ona jest tam zawsze, choćby jej nurt pulsował głęboko pod lodem. Pod wzajemnymi urazami i codziennością biegnącą w chłodzie.

Kiedy miłość w rodzinie zatrzymuje się, nie ma już miejsca na zwykłe, drobne gesty serdeczności, nie ma śmiechu i cieszenia się z bycia razem. Bo razem znaczy wtedy niewygodnie, trudno, gorzko, ciężko. Brakuje słodkiej lepkości, która spaja mocne rodziny. Chęci obejmowania się: ramionami, uwagą, spojrzeniem, słuchaniem. Brakuje ciepła i poczucia, że to tu, w domu, jest moje miejsce. Tu, z wami, jestem najważniejszy.

Tak sobie myślę, że na szczęście miłość jest silniejsza niż cokolwiek innego. Ta zwyczajna. Skromna, życzliwa, wyrażająca się w pożartowaniu od serca. W zaparzeniu herbaty z miodem i podrapaniu po plecach, tylko tyle. W mówieniu do drugiej osoby z szacunkiem, w niewyśmiewaniu i nieumniejszaniu. W decyzji o powiększeniu rodziny. O adopcji psa. I w traktowaniu swojego czasu tak, jakby był dobrem, także wspólnym dobrem, a nie złotem.

🌿🌞
Dobrego dnia, i niech miłość zawsze płynie u Was szerokim, śmiałym nurtem 🌾🦆

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *