-
Miłość pod lodem
Anna, teściowa mojego teścia, bez ogródek mówiła o tym, że za mąż wyszła ze strachu przed wojną, a męża nigdy nie kochała. Cierpkie słowa, a i życie nielekkie. Aby przetrwać. Miłość gdzieś stanęła, gdzieś utknęła. Myślę jednak, że poza strachem i bólem było tam coś więcej. Nawet jeśli młodziutka Anna szukała przede wszystkim ochrony w traumatycznych czasach, ostatecznie przecież założyła rodzinę i dała początek nowemu życiu, które płynie aż do dziś. Miłość w rodzinie potrafi zamarznąć. Czasem jej nie widać, czasem wręcz trudno rozpoznać, że ci ludzie to bliscy. Ale ona jest tam zawsze, choćby jej nurt pulsował głęboko pod lodem. Pod wzajemnymi urazami i codziennością biegnącą w chłodzie. Kiedy…
-
Ziarenko spokoju
Ziarenko spokoju wykiełkowało we mnie spontanicznie któregoś dnia, kiedy hormonalne skoki wczesnego macierzyństwa dawały mi do wiwatu i pilnie potrzebowałam znaleźć balans. Okazało się poręczną techniką relaksacyjną, delikatną, ale szybką i skuteczną w działaniu. Polecam ją w chwilach stresu i napięcia. Wtedy, gdy czujemy się przytłoczeni, zniechęceni, zdenerwowani. Kiedy znajdujemy się na granicy wybuchu albo gdy sytuacja jest dla nas po prostu niekomfortowa i potrzebujemy poprawić sobie samopoczucie. Technika jest prosta. Potrzeba tu chęci, jednego kroku, chwili wyciszenia i zatrzymania, a reszta dzieje się sama. Zapraszam do wypróbowania. Zamknij oczy i weź kilka spokojnych oddechów. Niech wydech będzie dłuższy niż wdech. A teraz poczuj, jak prosto do swojego serca wkładasz…
-
Blisko rzeczywistości
Połączenie z życiem, ze sobą i ze światem to najwspanialszy stan, kiedy zanurzam się w rzeczywistości gładko, całkowicie i bez oporów. Jestem dokładnie tu, gdzie mam być. I jest mi z tym cudownie! Dla mnie na tym polega tajemnica szczęścia. To stan, kiedy pytam i jasno odpowiadam: „Gdybym nie była sobą, chciałabym być sobą”. Dokładnie taką, jaką jestem w tej chwili, tu i teraz. To także stan, kiedy żyję, pracuję i działam razem z tymi, którzy spotkali się tu ze mną na wspólnej drodze. Czasem po to, żeby pobyć razem rok albo tylko kilka dni. A czasem są blisko, odkąd sięgam pamięcią. I nawet jeśli nie wszystko układa się nam…
-
Lawendowe pole
Pole lawendy. Nigdy na takim nie byłam, nawet nie potrafię sobie wyobrazić, jak upojnie musi pachnieć. Kilka dni temu zawołało mnie samo. Zaprosiło do siebie, żebym usiadła i lepiej zobaczyła coś, czego nie widać na pierwszy rzut oka. Jak to się zaczęło? Przed świątecznym spotkaniem w rodzinnym gronie uwijałam się jak pracowita pszczółka. Kiedy mój mąż dostawił do stołu dodatkowe krzesło dla gości i zaczął przesuwać nakrycia, które chwilę wcześniej pieczołowicie poukładałam, wściekłam się i głośno go ofuknęłam. Jakby rzeczywiście było za co! Najlepszy przykład świątecznej presji czasu, przygotowań, szaleństwa, które czasem jeszcze lubi się pojawiać, choć staram się wymiatać je ze wszystkich kątów naszego domu i swojej głowy.…
-
Wracam do siebie
Tak niewiele trzeba, żebym poczuła, jak wracam do siebie. Bliskość lasu. Wieczorny chłód płynący od rzeki. Niezapominajki, zadowolone nad wodą. Zapach dymu z paleniska, bycie przy żywym ogniu. Woda spływająca z kryształów sopli w słońcu. Cisza, która wypełnia mnie i koi. Kot kładący mi łapkę na ramieniu i ufnie zaglądający w oczy. Radość, że mogę tutaj być, razem ze wszystkimi. Śpiew, choć niedoskonały, to wdzięczny, płynący z serca, przez gardło, prosto do nieba. Pola i łąki, po których mogę chodzić godzinami, bo tam jestem najszczęśliwsza. Dom, który pachnie drewnem i na mnie czeka. Wszystko, co odżywia moją duszę. Wracam do siebie, zamykam oczy, czuję się dobrze i bezpiecznie.…











