-
Pastwiska nad Bugiem
Nad Bugiem i jego rozlewiskami rozciągają się pastwiska. Przypominają trochę bezkresne Dzikie Pola u Sienkiewicza, a trochę pejzaż Shire, krainy hobbitów z jej łagodnymi, zielonymi pagórkami. Nad brzegami pasą się konie i krowy. Kiedy podchodzimy, podnoszą głowy, ale poza tym nie zwracają na nas większej uwagi, zajęte swoimi sprawami. Dwie białe czaple zrywają się do lotu, a ich charakterystyczne przygarbione sylwetki przywodzą na myśl ptaki z japońskich drzeworytów. Przed wieczorem krowy niespiesznie wracają do swoich zagród. Drogę znają na pamięć. Przewodniczka rusza pierwsza, a pozostałe podążają za nią, każda w swoim tempie. Druga strona rzeki wydaje się prawie niezamieszkana. W oddali można dostrzec pojedyncze domostwa i odległe wieże kościoła w…
-
Lipcowa karta
Karta urodzinowa dla lipcowej jubilatki. Jedna z tych rzeczy, które mam w głowie i chciałam wykonać je rękami. Powstała szybciej, niż zdążyłabym zamówić gotową kartę przez internet, o wyprawie do sklepu papierniczego nie mówiąc. Lato w rozkwicie zachęciło mnie do zrobienia czegoś bardziej trójwymiarowego niż płaska kartka. I koniecznie z użyciem kwiatów. Pod ręką zawsze mam suszone rośliny, barwne piórka, które zgubiła sójka, cienką jak pergamin korę brzozy i inne skarby zbierane na spacerach. Do tego papier czerpany, wikol w tubce i karta gotowa 🌿🌸🪶
-
Botaniczne świece
Botaniczne świece zamarzyły mi się wczesną wiosną. Suszone kwiaty pod szkłem przypominają widoczki, które dawniej robiło się w ogródku ze zgromadzonych tam skarbów. Ja też zbieram to, co akurat mam pod ręką. Kwiaty bratka i kasztanowca, płatki słonecznika z bukietu, łodygi tasznika pospolitego. Sercowatym torebkom nasiennym zielsko to zawdzięcza swoją charakterystyczną łacińską nazwę: Capsella bursa-pastoris. Mój dziadek wypowiadał ją ze szczerym rozbawieniem, kiedy mijał tę wszędobylską roślinę. Teraz rozumiem, co było powodem jego uciechy! Dosłowne tłumaczenie brzmi „sakiewki pasterza”. Torebki nasienne tasznika rzeczywiście wyglądają jak miniaturowe skórzane sakwy, w których pasterze nosili jedzenie. Roślina doczekała się też innych imion w polszczyźnie, takich jak babi serek czy tobołek pastuszy. Ile w…
-
Ślub pod jabłonią
– Czy uroczystość odbędzie się w salonie? – Tylko w razie deszczu. Chcemy się pobrać w sadzie, pod kopułą błękitnego nieba, oblani ciepłymi promieniami słońca. Wie pani, gdzie i kiedy chciałabym wyjść za mąż, gdyby zależało to tylko ode mnie? Ceremonia odbyłaby się o świcie… W czerwcu. Wschodziłoby cudowne słońce, a w okolicznych ogrodach kwitłyby róże. Wymknęłabym się z domu i dołączyła do czekającego na mnie Gilberta, po czym stanęlibyśmy w samym sercu bukowego lasu i właśnie tam, pod łukowatym sklepieniem tej cudownej zielonej katedry, zostalibyśmy mężem i żoną. Maryla pogardliwie pociągnęła nosem, jednak pani Linde zdawała się do głębi wstrząśnięta. – Ależ, Aniu, cóż za dziwaczny pomysł! To przecież…
-
Królestwo mirabelki
Miododajne królestwo mirabelki brzęczy rojem owadów. Pszczoły i trzmiele, utytłane w pyłku, bez wytchnienia opychają się nektarem. Dla wielu z nich to pierwszy tegoroczny pożytek, czyli pożywny pokarm umożliwiający regenerację i odzyskanie sił po zimie. Korona drzewa błyszczy bielą nakrapianą różem. Gęsty puch kwiatów oblepił każdą gałązkę, aż po koniuszek. Co jakiś czas wiatr zwiewa chmurę płatków, a razem z nią przynosi słodki, miodowy zapach. W gałęziach mirabelki gołębie grzywacze uwiły gniazdo. Konstrukcja wydaje się rachityczna, ale to tylko pozór. Ptasia architektura tak naprawdę jest zaskakująco wytrzymała. Kupka gałązek poprzetykana trawą i słomą przetrwała niejedną wichurę pędzącą od rzeki. Ostatnio taka nawałnica powaliła masywną altanę u sąsiadów i przewróciła ją…
-
Krok w stronę natury
Zima próbuje się przesilać. Mróz na chwilę odpuścił. Ptaki zrobiły się bardziej ruchliwe, ożywione i rozmowne. Przyjemnie oddychać wilgotnym, łagodnym powietrzem. Codzienność w bliskim kontakcie z naturą, której można dotknąć, którą można poczuć i zobaczyć, służy nam pod każdym względem. Uspokaja, nadaje rytm. Przypomina, że jesteśmy nieodłączną częścią większej całości, nawet jeśli może się wydawać, że pędzimy swoim torem, a życie przyrody gdzieś daleko biegnie swoim, osobno i równolegle. Dobrze zrobić krok w stronę natury. Pójść na spacer, rozejrzeć się dookoła, odetchnąć i poczuć, jak wracając do niej, wracamy do samych siebie. Luty nie jest miesiącem, w którym znajdziemy wielką stymulację do wyjścia i działania na zewnątrz. I właśnie dlatego…
-
Zimowy sen łąki
Łąka za domem śpi. Zbrązowiałe, suche łodygi, kwiaty i liście wystają ponad błyszczącą, gładko usypaną taflą śniegu, zastygłe tak, jak zastała je zima. Przypominają mi szkolne zielniki, które przygotowywaliśmy na lekcję przyrody. Rodzice Marty, mojej koleżanki z ławki, wzięli nas na wycieczkę, żebyśmy mogły zebrać potrzebne okazy roślin. Po powrocie do domu mama Marty stała przy biurku i przezroczystą taśmą przylepiała świeżą koniczynę, babkę lancetowatą i dziurawiec do kartek naszych zeszytów, które zamieniały się w botaniczne albumy. Uczynna ta kobieta musiała być wtedy trochę młodsza niż ja jestem teraz, uprzytamniam to sobie z rozbawieniem i niedowierzaniem. Naprawdę jestem już w tym wieku? Chyba ulegam złudzeniu, ale sama sobie wydaję się…
-
W sercu zimy
Płatki śniegu mienią się w łagodnym świetle popołudniowego słońca. Wiatr lekko unosi je w powietrzu, jakby umyślnie spowalniał lot. Patrzenie na ten zwiewny, leniwy taniec hipnotyzuje i uspokaja. Tutaj nie da się niczego przyspieszyć. Na wełnianą rękawiczkę łapię kilka śnieżynek. Przez chwilę mogę dojrzeć kształt maleńkich gwiazdek, zanim zamienią się w krople wody. Boże Narodzenie było zielone, ale lekko mroźny, przejrzysty i słoneczny poranek tego dnia przyniósł radosną odświętność. Po nowym roku spadł śnieg, a mróz jak chwycił, tak dotkliwie trzyma. Drzewa pokrył szron, gałęzie żywotników zamieniły się w białą, zamarzniętą koronkę. Marna to ochrona dla gniazdujących w nich ptasich rodzin: wróbli, mazurków i sikorek. Ogrodową taczką Leonka dowozimy im…
-
Radość nasycenia
Trzy lata temu w maju wybraliśmy się na wyspę Hydra, żeby wziąć udział w wielkim greckim weselu. Byliśmy kilka dni w podróży. Tylko kilka dni. Kiedy wróciliśmy, jarzęby szwedzkie rosnące przy naszym ówczesnym domu właśnie skończyły okres kwitnienia i zgubiły kwiaty. Wszędzie dookoła leżały ich delikatne, białe albo przebarwione na rudo płatki. Razem z podmuchami wiatru wpadały przez okno, koty przynosiły je z ogródka na łapkach. Każdej wiosny zachwycałam się tymi drzewami. Przepiękne i majestatyczne giganty. Ich zielone ramiona chronią budkę lęgową, w której bezpiecznie przychodzą na świat kolejne pokolenia sikorek i szpaków. Uwielbiałam siedzieć przy biurku i słuchać, jak wiatr szumi w koronach jarzębów i szeleści ich liśćmi. Obsypane…
-
Spokój ma kształt liści bzu
Spokój ma kształt liści bzu, zarysowanych jak serce. Tańczą na wietrze, jakby śmiały się i kipiały radością życia, silne i swobodne. Spokój ma kolor słońca, które nasyca powietrze złotymi drobinami w sierpniowe popołudnie. Czuć wtedy, jak skąpane w świetle pola, łąki, trawy i drzewa biorą głęboki oddech po upalnym dniu. Spokój pachnie ziemią i zielenią, kiedy późne lato króluje w ogródkach, na grządkach pysznią się dojrzewające dynie i słodkie pomidory, a przy płotach świecą barwne plamy astrów, dalii i róż. Można się zapatrzyć i zasłuchać. Natura wskazuje prostą, uniwersalną ścieżkę powrotu do siebie, do harmonii i wewnętrznego spokoju. Ba, to nawet nie ścieżka! To prawdziwa trampolina do ukojenia wszystkich zmysłów…



























