Lis w oknie
Lis zajrzał do naszego okna. Kształtem sylwetki i smukłością pyszczka, ruchami roztańczonego ogona przypominał psa. W pierwszej chwili pomyślałam, że na podwórko zawitał któryś ze znajomych Tofika. A lis zwyczajnie zorientował się, że wystawiamy jedzenie dla dziko żyjących kotów, więc też ośmielił się podejść. To zdarzyło się zimą, kiedy chwyciły mrozy, zdaje mi się, że zaledwie przedwczoraj. Ani się obejrzałam, a dziś jest pierwszy kwietnia. Zaaferowane wiewiórki uwijają się wokół drzew, niosąc w pyszczkach zaskakująco wielkie ilości materiału do wyściełania dziupli.
Żywię ogromny szacunek dla dzikich zwierząt. Stanowią garstkę, której niełatwo przetrwać w świecie zaprojektowanym przez człowieka. Jednocześnie, kiedy patrzyłam na lisa, pomyślałam, że zwierzęta żyjące w naturze mają bardziej przytomne i skontaktowane spojrzenie, mocniejsze połączenie ze sobą i z otoczeniem niż niejeden człowiek karmiony dobrobytem.
To mocne osadzenie w rzeczywistości jest ważną lekcją. W zachodniej cywilizacji nauczyliśmy się żyć w swoich głowach, nie w ciałach, które przecież wiedzą najlepiej. Pamiętają najbardziej. Czują najwięcej. To, że żyjemy i oddychamy, wcale jeszcze nie oznacza, że jesteśmy obecni w swojej fizyczności. W odczuwaniu temperatury, słońca, wiatru, tak jak lis, każdym włosem. Życie to czucie, wszystkimi zmysłami. Wiem, jak to jest być od niego odciętą, kiedy dotyka się świata przez szybkę własnych lęków, traum, zahamowań. I wiem, jak dobrze jest, kiedy ta szybka puszcza niczym skorupka lodu. I wreszcie pozwala życiu podpłynąć ze wszystkimi jego ciepłymi wodami.
Na niebie króluje teraz ognisty Baran. Bardzo lubię ten znak za jego nieustraszoność i bezkompromisowość. Baran to początek, inicjatywa, pęd, sprawczość i działanie na oślep w zaufaniu do siebie i do świata. Na przemyślenia jeszcze przyjdzie czas. Teraz jest czas na rzucenie się w życie bez wahania. Niech nas pochwyci w całości.
Pięknego dnia dla Was ☀️🌿🐿️


