W sercu zimy
Płatki śniegu mienią się w łagodnym świetle popołudniowego słońca. Wiatr lekko unosi je w powietrzu, jakby umyślnie spowalniał lot. Patrzenie na ten zwiewny, leniwy taniec hipnotyzuje i uspokaja. Tutaj nie da się niczego przyspieszyć. Na wełnianą rękawiczkę łapię kilka śnieżynek. Przez chwilę mogę dojrzeć kształt maleńkich gwiazdek, zanim zamienią się w krople wody.
Boże Narodzenie było zielone, ale lekko mroźny, przejrzysty i słoneczny poranek tego dnia przyniósł radosną odświętność. Po nowym roku spadł śnieg, a mróz jak chwycił, tak dotkliwie trzyma. Drzewa pokrył szron, gałęzie żywotników zamieniły się w białą, zamarzniętą koronkę. Marna to ochrona dla gniazdujących w nich ptasich rodzin: wróbli, mazurków i sikorek. Ogrodową taczką Leonka dowozimy im ziarna, a wieści o karmniku rozniosły się daleko poza nasze podwórko. Poza przydomową drobnicą, a także srokami, kawkami, synogarlicami, gawronami i sójkami zjawiają się tutaj także mieszkańcy łąk i pól, czyli malownicze kuropatwy i bażanty.
Orzechowa stołówka
Pod umówionym z wiewiórkami drzewem, niezbyt blisko domu, żeby nie rozsierdzać Tofika, działa orzechowa jadłodajnia. O tej porze roku wiewiórki zgubiły swój ognisty koloryt. Kiedy skaczą przez zaspy śniegu, przypominają spłowiały kawałek drewna, mało atrakcyjny dla drapieżników. Mądra strategia ochronna, do zastosowania również przy naszych bliźnich. Bywa, że samemu warto niekiedy zamienić się w nieciekawy kawałek drewna, byle tylko nie zwracać na siebie zbytniej uwagi i zyskać dzięki temu święty spokój.
Ucichły stada dzikich gęsi, żurawie przelatują wysoko, bezszelestnie. Styczeń nie jest najbardziej bujnym, pachnącym i barwnym miesiącem w roku. Jego piękno wyraża się cicho i subtelnie. Prześwieca dalekim, bladym słońcem przez błękitne i sine warstwy mgły. Osiada grubymi czapami na gałęziach świerków. Lśni migotliwymi drobinami. Zostawia ślady zajęczych łapek na polanie pokrytej grubą warstwą białego, miękkiego puchu. Nie mam śmiałości zrobić choćby kroku na tym nieskazitelnym, skrzącym dywanie, utkanym z kryształków lodu.
W samym sercu zimy
Styczeń, serce zimy, czeluść pomiędzy starym a nowym rokiem. Przybywa dnia i światła, ale do wiosny jeszcze daleko. Trudno uwierzyć, że głęboko w ziemi wciąż pulsuje życie, które wraz z nastaniem ciepłych dni wyjdzie na powierzchnię.
Teraz przyroda śpi, odpoczywa i nabiera sił. To czas spokojnych, niespiesznych ruchów pod taflą lodu. Powolnych przygotowań do tego, co ruszy za dwa miesiące, kiedy stare naprawdę zamieni się w nowe, a świat raz jeszcze odmłodnieje.


