Na dobry dzień

Ślub pod jabłonią

– Czy uroczystość odbędzie się w salonie? 

– Tylko w razie deszczu. Chcemy się pobrać w sadzie, pod kopułą błękitnego nieba, oblani ciepłymi promieniami słońca. Wie pani, gdzie i kiedy chciałabym wyjść za mąż, gdyby zależało to tylko ode mnie? Ceremonia odbyłaby się o świcie… W czerwcu. Wschodziłoby cudowne słońce, a w okolicznych ogrodach kwitłyby róże. Wymknęłabym się z domu i dołączyła do czekającego na mnie Gilberta, po czym stanęlibyśmy w samym sercu bukowego lasu i właśnie tam, pod łukowatym sklepieniem tej cudownej zielonej katedry, zostalibyśmy mężem i żoną.

Maryla pogardliwie pociągnęła nosem, jednak pani Linde zdawała się do głębi wstrząśnięta.

– Ależ, Aniu, cóż za dziwaczny pomysł! To przecież nie byłoby nawet zgodne z prawem. I co powiedziałaby pani Harmonowa Andrews?

– I właśnie w tym rzecz – westchnęła Ania. – W życiu i nie robimy mnóstwa rzeczy ze strachu przed tym, co powiedziałby na to pani Harmonowa Andrews.

🌿🌸🌿

Uwielbiam opisy ślubów zawarte w książkach Lucy Maud Montgomery. Dziś powiedzielibyśmy, że były to kameralne przyjęcia, w których uczestniczyło grono najbliższych, rodzina i przyjaciele, najwyżej dwadzieścia osób. Jeśli pozwalała na to pogoda, zaślubiny odbywały się w sadzie lub ogrodzie. Goście stawali tam, gdzie było im wygodnie, a otaczająca przyroda stanowiła gotową, romantyczną scenerię. Obiad jedzono w rodzinnym domu panny młodej, wysprzątanym do błysku i udekorowanym na tę okoliczność tym, co natura miała do zaoferowania w danym sezonie: kompozycjami z kwiatów, bukietami barwnych liści, paprociami.

Panna młoda ubierała się i czesała z pomocą siostry lub przyjaciółki. Nie potrzebowała planować zabiegów upiększających na kilka miesięcy wcześniej, żeby wyjść za mąż. Za ozdobę służyły welon – czasem nieco pożółkły, po matce – oraz kwiaty pomarańczy wpięte we włosy.

Jakie to było inne od naszych współczesnych wesel, często przybierających formę widowiska, na którym musi zarobić ślubna branża. Waga samego wydarzenia była dawniej taka sama, i wówczas także towarzyszyła mu presja, by wszystko wypadło zgodnie z obyczajem. Sam proces przygotowania uczy weselnej był znacznie bardziej czasochłonny niż obecnie, wszystko robiono samodzielnie, od podstaw, łącznie z weselnym tortem. A jednak było to spokojniejsze, mniej pompatyczne, mniej odrealnione niż dziś. Bliższe życiu, jakie ci ludzie wiedli. I bliższe naturze, która także była ważną częścią tego wyczekiwanego dnia.

Coraz bardziej doceniam taki sposób celebrowania uroczystości.

🌿🌿🌿
Cytat pochodzi z książki L. M. Montgomery Wymarzony dom Ani

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *