
Wiatr w żagle
Dopiero co kwitnące lipy pachniały miodem i brzęczały rojem pszczół, a my pochłanialiśmy góry malin i borówek na śniadanie. Dziś wrzesień pachnie palonymi liśćmi i dymem z ogniska.
Pierwsze oznaki złotego sezonu przyszły kilka tygodni temu, kiedy suche liście akacji leciały na ziemię strącane podmuchami gorącego wiatru. Wciąż jeszcze słońce dopieka mocno, choć już łaskawiej niż w sierpniu. Dni robią się coraz krótsze, noce coraz chłodniejsze. Rok jeszcze przez chwilę udaje, że wciąż trwa lato, a my z Leonem spędzamy jak najwięcej czasu na zewnątrz, łapiemy ciepło i szukamy pulchnej ziemi na kopcach kreta.
Wieczorami sznury dzikich gęsi przelatują blisko naszego domu. Słucham ich przejmujących nawoływań i czuję się tak, jakbym przez mgnienie oka mogła uczestniczyć w gęsich sprawach. Skrzydlate stado to spójnie, harmonijnie działający organizm. Każdy jest tu widziany i słyszany, dzięki czemu klucz może lecieć równo i bezpiecznie. Gdybyśmy też umieli tak nawigować naszymi rodzinami, terapeuci nie mieliby nic do roboty.
Zawsze jestem gotowa na jesień. Dla mnie o tej porze roku otwiera się nowe. Nie w początkach ciemnego, zimnego stycznia, kiedy stary kalendarz urywa się po sylwestrze, zaskoczony zmianą daty. Noworoczne życzenia dodają otuchy, światła i ciepła wtedy, kiedy najbardziej tego potrzebujemy, to prawda. Jednak prawdziwe otwarcie nowego cyklu czasu trwa teraz, kiedy tradycyjnie startuje szkoła. Kiedy jesteśmy naładowani energią po całym obfitym lecie. I kiedy w żagle dmucha ciepły, przyjazny wiatr.
Puszczam na wodę łódeczkę wypełnioną planami i pomysłami. Niech płynie szczęśliwie ☀️
Ilustracja: Laivi Põder

