Okruszki

Jarmarczna dziewucha

Jarmarczna dziewucha. Tak babcia Emilia określiła moją mamę, jedną z trzech swoich synowych. Trudno było o mniej dopasowane partnerki do życia i rozmowy.

Babcia chowała swoją kobiecość głęboko pod wysłużonym fartuchem i brązowymi bluzkami, które każdemu odjęłyby urody. Nigdy nie widziałam jej rozpuszczonych włosów, które sięgały do ziemi, nawet gdy były już całkowicie siwe. Poza porannym i wieczornym czesaniem upinała je w ciasny koczek. Nie wiem, czy kiedykolwiek pozwoliła sobie na taką ekstrawagancję jak makijaż czy biżuteria. Bardzo chciałabym móc zobaczyć Emilię, kiedy była nastoletnią dziewczyną.

Moja mama zjawiła się w jej świecie zbyt dziwna i jaskrawa, w barwnych spódnicach i bluzkach ze śmiałymi dekoltami, z orientalnie umalowanym okiem. Prędzej wyszłaby z domu naga niż bez szminki na ustach. Podczas mojej pierwszej komunii świętej inne mamy były ubrane w stonowane sukienki i garsonki. Moja wystroiła się w czerwoną, podkreślającą figurę suknię i ogromny kapelusz w tym samym kolorze. Uwielbiała robić wrażenie i czuć się jak diwa, kiedy tylko dopisywała jej – zazwyczaj nieco oszołomiona – publika.

Emilia i Małgorzata były różne i nigdy nie znalazły wspólnego języka. Babcię na manowce sprowadzała duma, każąca jej posuwać się do oschłej krytyki, choć uważała się za wzór pokornej katoliczki. Mama z kolei nie zadała sobie trudu, żeby poskrobać warstwę, pod którą można zobaczyć czyjąś ludzką twarz. Zatrzymała się na powierzchni i chciała widzieć tylko surową matkę swojego męża. Po latach wypomniała mi nawet, że moja kotka patrzy na nią tym samym ironicznym wzrokiem co teściowa.

Myślę sobie, że łatwo potępiać kogoś za wyrazisty styl. Nawet jeśli byłby „jarmarczny”, najważniejsze, że jest autentyczny. Każdy powinien być szczęśliwy we własnej skórze. Lubię, kiedy ludzie są prawdziwi w tym, jak wyglądają, co robią i co mówią. Często widzę tu, w mediach społecznościowych, ogromną powtarzalność, jakby kopiowanie czyichś wypowiedzi i przedstawianie ich jako własnych, bez cienia cudzysłowu, stało się czymś zwyczajnym i akceptowalnym. Świat traci na tym udawaniu. Inspirujemy prawdziwie, kiedy jesteśmy sobą.

🌿🌷🌿

Ilustracja: Silvia Rossi Thaler So Sweet

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *