Tylko miłość
Tylko akacje dobrze zniosły afrykańskie upały sprzed miesiąca. Potężne i rozłożyste, wybujałe znacznie wyżej niż sięga szczyt naszego dachu, nie straciły nic z czerwcowej świeżości i zieleni. Szumiały i potrząsały kaskadami liści, jakby skwar wybornie im służył. W odróżnieniu od nich świerki i sosny wyglądały na zmęczone i postarzałe. Przetaczające się masy gorącego powietrza pozbawiły je sił witalnych i oddechu. Według prognoz dendrologów te długowieczne olbrzymy w następnych dekadach mają zniknąć z polskich nizin i powędrować wysoko w góry lub na północ, gdzie klimat jest dla nich łaskawszy. Trudno mi sobie wyobrazić tutejsze lasy pozbawione drzew iglastych.
W upały czułam się podobnie jak one. Nie miałam pojęcia, czym jest rozżarzone powietrze, dopóki na własnej skórze nie poczułam podmuchu wiatru tak gorącego, jakby wiał żywcem od ogniska. Na dłuższy spacer wychodziliśmy dopiero wczesnym wieczorem. Pełen zapału Leonek, wyposażony w wąż ogrodowy z wielofunkcyjną końcówką, szczodrze zraszał rośliny doniczkowe spędzające wakacje na dworze. Jukę, która przez piętnaście lat zdążyła mnie przerosnąć. Grubosza, filodendrona, draceny, sansewerię oraz umierającą palmę przywiezioną przez mojego teścia w geście miłosierdzia nad nieszczęśnicą. Dłużej już nie mogła się odżywiać i powoli umierała. W od dawna za ciasnej doniczce kłębiła się twarda, zbita masa korzeni. Walczyły o to, żeby jak najpóźniej zacząć gnić. Za doprowadzanie roślin do takiego stanu wlepiałabym ludziom mandaty z przeznaczeniem na zakup donic, dobrej ziemi i nawozu.
Leonek bębnił kroplami wody w grube liście, zadowolone akacje kołysały się wysoko nad nami, a ja wybiegałam myślami daleko w przyszłość. Może doczekam chwili, gdy jako staruszka też będę siedzieć przed domem i przyglądać się drzewom? Już niewiele będę mieć do zrobienia. Może będę zerkać na swoje życie i na to, co mogłam zrobić, kiedy miałam czas, mnóstwo czasu. Tysiące dni, chwil i okazji.
I jak zawsze wyszło mi przy tych gdybaniach, że będę żałować tylko jednego. Tego, że nie okazywałam miłości tyle, ile mogłam.
Bo korona spadała mi z głowy.
Bo nie miałam czasu. Bo się bałam.
Bo złość i rozżalenie są łatwe, opamiętanie trudne, a uraza wygodna.
Dlatego staram się, jak mogę. Chętnie podglądam lepszych od siebie i od nich się uczę. Mam nadzieję, że będę to robić do ostatniego dnia. A kiedy zadam sobie to jedno pytanie: czy kochałam i czy potrafiłam to okazać, obym mogła uśmiechnąć się do swoich wspomnień.
🌿🌿🌿


