Erotyka u Bolesława Prusa
Przy okazji debiutu świeżej ekranizacji Lalki natknęłam się na materiał edukacyjny, w którym autorka udowadnia, że można doszukać się elementów erotyki w powieści Bolesława Prusa. Myślę sobie, że z podobnym skutkiem można próbować natknąć się na chryzantemę przy cmentarzu we Wszystkich Świętych. Lalka jest tak obfitym, przenikliwym i bezpruderyjnym studium relacji miłosnych i stosunków damsko-męskich, jak rzadko która powieść tamtej epoki.
Prusa można kojarzyć z dobrze znanego pomnikowego ujęcia, które przedstawia go jako zamyślonego starszego pana spacerującego z laską po Krakowskim Przedmieściu. Rzeźbiarzowi udało się uchwycić także coś więcej, mianowicie wyraz głębokiego namysłu i zrozumienia, którym Prus obdarzał wiele ludzkich spraw. Sam pisarz prowadził życie miłosne daleko wykraczające poza przyjęte ówcześnie ramy obyczajowe.
I takie są też postaci u Prusa: to nie płaskie figury literackie, ale kobiety i mężczyźni z krwi i kości. Kto odrobił w szkole pracę domową i przeczytał uważnie Lalkę, ten w rozdziale Dziewicze marzenia mógł poznać Izabelę Łęcką od najintymniejszych stron. Moim zdaniem ten rozdział jest kluczem do rozumienia tej postaci, od początku po ostatnie słowo. Prus opisał fantazje erotyczne bohaterki, czyniąc to w sposób zawoalowany, niemniej absolutnie nowatorski w swojej epoce. Podobnie Stanisława Wokulskiego pokazuje nie tylko jako wiedzionego obłędem rycerza pozbawionego instynktów, które dyktuje Eros. Jakiego rodzaju uciechom oddawał się Stach podczas pobytu w Paryżu, pisze autor wprost, szczegółowo wyliczając owe rozrywki, a wśród nich rozpustę. Znamienna jest również reakcja Ignacego Rzeckiego, który „rozkłada ręce z podziwu” i dyskretnie usuwa się z pokoju, gdy Wokulski przyprowadza prostytutkę Mariannę. Rzecki nie mógł wiedzieć, że jego pryncypał ma zamiar nawrócić kobietę na drogę̨ cnoty. Żywi zupełnie inne przekonanie co do jego pragnień, jednocześnie przyjmując je jako coś naturalnego. To pokazuje, jak zdroworozsądkowe jest podejście starego subiekta do spraw ciała. Tych samych, o których inni męscy bohaterowie powieści rozprawiają, które analizują drobiazgowo, wyrzekają się ich lub traktują je cynicznie.
Lalka to niekończąca się dyskusja o naturze miłości, pożądania i fascynacji. Można tu znaleźć nieprzebraną ilość dialogów i rozważań poświęconych stosunkowi mężczyzn do kobiet i na odwrót. Prus mieści to wszystko pomiędzy skrajnymi perspektywami: miłością platoniczną i teorią ewolucji Darwina. Kobiety określa się w powieści najrozmaitszymi mianami: od samic, serwetek do wycierania ust i palców, po anioły. Niektóre wypowiedzi są tak ostre i bezwzględne, jakby ich autorzy chcieli wgnieść w ziemię przedstawicielki płci pięknej, zwłaszcza wysoko urodzone panie. Gdyby sądzić Prusa po polemikach jego bohaterów, można wręcz uznać, że zwyczajnie nienawidził kobiet. Nie przypisuję jednak tych poglądów mizoginistycznej postawie autora, bądź co bądź, także Emancypantek. Traktuję je natomiast jako głos społeczny zabrany w istotnej sprawie, jaką było wychowanie – a właściwie niszczenie – kolejnych pokoleń arystokracji w duchu salonowej pustoty, próżności, ślepego egoizmu i oderwania od życia społecznego. Prus był w tej kwestii nieprzejednany.
Pisarz arcydzielnie budował atmosferę, tworzył nastrój i dawkował napięcie emocjonalne między rozmówcami. Jedną z dialogowych pereł jest według mnie scena odwiedzin Wokulskiego u Kazimiery Wąsowskiej, już po zerwaniu zaręczyn z „potępienicą” Izabelą. Podczas wartkiej wymiany zdań Wokulski niespodziewanie chwyta ręce Wąsowskiej i unieruchamia je między swoimi palcami. Pozornie nie dzieje się tu nic spektakularnego, ale ładunek erotyczny tej sceny jest artyleryjski. To, co mówi Wokulski, jest tak obiecująco nieprzyzwoite, że jako czytelniczka żałuję niespełnienia jego zapowiedzi, a cóż dopiero rzec o rozczarowaniu samej Wąsowskiej. Prus ostatecznie nie rzuca tej pary sobie w ramiona, jednak Kazimiera odnosi prawdziwy sukces: przywraca Wokulskiego do ciała, do czucia, do witalności. Wokulski zaczyna zauważać swoje pragnienia i potrzeby, odzyskuje kontakt z fizycznością. W fascynujący sposób pisze o tym Lena Magnone, stwierdzając, że Wokulski: „dopiero teraz może wybrać Sławę i poświęcić się nauce”*.
Takie rozumienie sprawy jest spójne z punktem widzenia Rzeckiego. Ja również w taki sposób interpretuję zakończenie powieści: jako wskrzeszenie Wokulskiego. Za dużo jasnych i tych osłoniętych tropów w Lalce wskazuje na to, że Stanisław nie zginął pod ruinami, a jedynie zmistyfikował samobójstwo, żeby następnie otrzepać surdut i ruszyć do odzyskanego życia.
* Lena Magnone, Ciało Wokulskiego, https://sensualnosc.bn.org.pl/cialo-wokulskiego-941/
Ilustracja: Władysław Czachórski, Dama w liliowej sukni z kwiatami, 1880–1890


