Wyporność
We śnie przyglądam się załadunkowi promu służącego do transportu bagaży, mebli i sprzętów podczas przeprowadzek. Ładownia jest okrągła jak rotunda, a jej dno wykonano z bardzo grubego, zielonkawego szkła. Pani kapitan tłumaczy, że głębokość zanurzenia promu wynosi pięć centymetrów.
– Ale tutaj jest już ze dwadzieścia, na moje oko – mówię.
– Powinno jakoś wytrzymać – niepewnie odpowiada kapitan i daje sygnał do odpłynięcia.
Wyporność. Prom ze szklanym dnem to dobra, bo plastyczna i dosłowna ilustracja tego, czym ona jest. Jeśli nadmiernie przeciążone dno w końcu puści, cały załadunek pójdzie na dno. Włożono za dużo jak na możliwości techniczne tego statku. Za chciwie. Za szybko. Wyporność jest o prawach fizyki. I dotyczy wszystkiego, również nas.
Popłyniemy z ładunkiem tylko tyle, ile wpisano nam w ustawieniach fabrycznych. Dociążenia ponad miarę zawsze odbywają się kosztem zdrowia, psychicznego i fizycznego. Oszczędzanie na śnie, na odpoczynku, na spacerze wśród zieleni, na relaksie, na zdrowym jedzeniu, na czasie przeznaczonym na pracę ze sobą i dla siebie, prędzej czy później uszkodzi nam system. I klops.
I przyjdzie chroniczne zmęczenie, może też choroba. A razem z nią zaskoczenie, skąd mogła się wziąć. Ano, sami ciężko na nią zapracowaliśmy.
Dobra, wyważona praca polega na umiejętności oddania się obowiązkom z radością, a jednocześnie z uszanowaniem własnych granic, możliwości i potrzeb. Bez popychania siebie tam, dokąd nie mamy siły iść. Każdy organizm jest wyposażony w oprogramowanie, dzięki któremu potrafi rozpoznać sygnały wyczerpania. Wtedy praca może płynąć bez nadmiernego wysiłku. Bez przeciążania dna ładowni.
Sama jestem w takim czasie, kiedy obowiązki wzywają mnie przez całą dobę, ale codziennie znajduję balans, żeby dać sobie choć odrobinę czasu na odpoczynek. Po to, żeby rano, nawet po najkrótszej nocy, wstać i zacząć dzień, z uśmiechem.


