-
Szum łabędzich skrzydeł
Ważka połyskuje metalicznie, unosząc się w powietrzu. Wygląda jak mikroskopijny helikopter, sprawnie nawigujący pomiędzy płatkami puchu, który sypie się z topoli. Cenne nasionka otulone w lotną watę leżą wszędzie. Zlepione w miękkie kule, toczą się przy krawężnikach i po trawie. Znajduję je nawet w domu, na kuchennym blacie i przylepione do kociego drapaka. Na rozlewisku rzeki wiatr utkał kożuch z tych białych puszków. Drobne fale unoszą go lekko i marszczą tuż przy brzegu. Świst, jakby sto strzał naraz cięło powietrze, oznajmia, że w pobliżu lecą łabędzie. Właśnie obniżają lot, a po chwili siadają na rozlewisku, szeroko rozpościerając śnieżnobiałe żagle skrzydeł. Zapierają stopy o powierzchnię i suną po tafli jak na…
-
Na Wielkanoc
Spokoju i ciszy w sercu.Radości z bycia razem, blisko.Uciechy ze świątecznych kolorów, smaków, zapachów, z bazi i baranka.Zachwytu nad bujnością i rozkwitem przyrody, nierozerwalnie zrośniętej z tymi świętami.Ufności w mądrość życia, wiary w to, że ono zawsze znajdzie drogę i nas poprowadzi.Wdzięczności za wszystko, za każdy okruszek, płatek i promień. A najbardziej za to, że możemy tutaj być. Dobrej, radosnej, pełnej światła i ciepła Wielkanocy.Niech się święci! 🌷🌿🐇🪺☀️🐣
-
Żywe diamenty
Świeżo roztopione po gradobiciu krople wody lśnią, jakby ktoś rozsypał w trawie diamenty. Promienie słońca rozszczepiają się w nich tęczowo, w brzuchu każdej kropli rozpalając żółte, białe, niebieskie, pomarańczowe i zielone refleksy. Razem z Leonem zachwycam się tą żywą, zaskakująco trwałą biżuterią elfów. Kwiecień, mój ulubiony czas w roku. W ciągu jednego dnia pogoda, a wraz z nią cały krajobraz, potrafi zmieniać się co kilka minut, jak w górach. Przenikliwy północny wiatr huczy w drzewach bez wytchnienia. Nabrzmiałe, śnieżne chmury ciężko suną nad ziemią. Spychane wichurą, po chwili znikają jak teatralne dekoracje, odsłaniając lazurowe, roześmiane niebo. Następny dzień przynosi deszcz i ciszę. Jest buro i łagodnie. A dziś na niebie…
-
Lis w oknie
Lis zajrzał do naszego okna. Kształtem sylwetki i smukłością pyszczka, ruchami roztańczonego ogona przypominał psa. W pierwszej chwili pomyślałam, że na podwórko zawitał któryś ze znajomych Tofika. A lis zwyczajnie zorientował się, że wystawiamy jedzenie dla dziko żyjących kotów, więc też ośmielił się podejść. To zdarzyło się zimą, kiedy chwyciły mrozy, zdaje mi się, że zaledwie przedwczoraj. Ani się obejrzałam, a dziś jest pierwszy kwietnia. Zaaferowane wiewiórki uwijają się wokół drzew, niosąc w pyszczkach zaskakująco wielkie ilości materiału do wyściełania dziupli. Żywię ogromny szacunek dla dzikich zwierząt. Stanowią garstkę, której niełatwo przetrwać w świecie zaprojektowanym przez człowieka. Jednocześnie, kiedy patrzyłam na lisa, pomyślałam, że zwierzęta żyjące w naturze mają bardziej…
-
Dziś kobiece święto
Puszyste pędzelki na uszach wiewiórki powiewają, głaskane wiatrem. Ruda akrobatka zimą zawitała do naszej orzechowej stołówki i rozgościła się w niej na dobre. Rozpuściła też wici wśród krewniaków, więc co dzień w porze śniadania wiewiórki uwijają się koło domu, aż miło.🌿Dzikie gęsi lecą tak nisko nad naszymi głowami, że widzę ich jasnopopielate, silne piersi i prążkowane szyje. Potężne podmuchy wiatru raz po raz uderzają z południa, i w tym kierunku podąża stado. Ptaki trzymają się blisko ziemi, a ja czuję się jak człowiek muśnięty skrzydłem przez cud.🌿Słońce dogania delikatny płatek księżyca i tak wędrują po niebie przez cały boży dzień. Chociaż srebrny krążek dopiero przyrasta i zaokrągla się przed pełnią,…
-
W lustrzanym odbiciu
Lód powoli cofa się z rozlewiska. Z mokrych gałęzi kapie woda. Przyjemnie słuchać dźwięcznego szelestu kropel spadających falami na trawę i suche liście. Blade styczniowe słońce z każdym dniem nabiera wigoru i zza warstw mgły coraz śmielej wysyła światło i ciepło, czuję to na policzkach. Po urodzajnej działalności kreta widzę natomiast, że ziemia jest pulchna i wcale nie zmarznięta. Pachnie świeżo, intensywnie, jak wczesną wiosną. Tak samo wiosennie śpiewają ptaki. Zastanawiam się, czy w tym roku luty zdąży spełnić swoją etymologiczną powinność jako miesiąc srogi i mroźny. A na razie jest styczeń. Ten czas w środku zimy, dawniej bezlitosnej, tradycyjnie obfitował w karnawałowe zabawy i spotkania, podczas których ludzie gromadzili…
-
Wyporność
We śnie przyglądam się załadunkowi promu służącego do transportu bagaży, mebli i sprzętów podczas przeprowadzek. Ładownia jest okrągła jak rotunda, a jej dno wykonano z bardzo grubego, zielonkawego szkła. Pani kapitan tłumaczy, że głębokość zanurzenia promu wynosi pięć centymetrów. – Ale tutaj jest już ze dwadzieścia, na moje oko – mówię. – Powinno jakoś wytrzymać – niepewnie odpowiada kapitan i daje sygnał do odpłynięcia. Wyporność. Prom ze szklanym dnem to dobra, bo plastyczna i dosłowna ilustracja tego, czym ona jest. Jeśli nadmiernie przeciążone dno w końcu puści, cały załadunek pójdzie na dno. Włożono za dużo jak na możliwości techniczne tego statku. Za chciwie. Za szybko. Wyporność jest o prawach fizyki.…
-
Życzenia na okrągły rok
Kiedy nowy rok dopiero przecierał oczy, spacerowaliśmy w parku pod ogromną chmurą w kolorze gołębich skrzydeł. Sunęła tuż nad ziemią i wyglądała tak, jakby w brzuchu niosła górę śniegu. Skropiła nas jednak tylko deszczem, po czym pognała dalej na wschód. Biały puch spadł dzień później. Dziś świeci słońce, marzną ręce, a na dywanie śniegu kładą się długie szafirowe cienie. Styczeń kapryśnie stawia pierwsze kroki. Wciąż jeszcze płynie fala noworocznych życzeń, jakbyśmy chcieli dodać sobie otuchy, wpuścić trochę światła przez warstwę chmur i rozgrzać się nawzajem w sercu zimy. A właściwie, dlaczego tylko teraz mielibyśmy obsypywać się serdecznymi słowami i uściskami? Jakim pokrzepieniem byłoby obdarowywanie się ciepłą życzliwością na co dzień,…
-
Królestwo mojego dzieciństwa
Ulica Smolna 38, ostatnia z ciągu kamienic z podwórkiem typu studnia. Po wejściu w bramę podchodziłam do pierwszych drzwi po lewej. To były białe, ciężkie, dwuskrzydłowe drzwi z grubym szkłem. Głęboko wciskałam czarny guziczek dzwonka osadzony w ozdobnej rozetce, na co z głębi mieszkania dobywało się donośne szczekanie Heksy. Za szybą pojawiał się zarys postaci, rozbitej na impresjonistyczne plamki. Otwierała zazwyczaj pani Zosia, wysoka, krzepka góralka z ciasno upiętymi kruczoczarnymi włosami. Mama Adama, Ewy i Ludwiki, mojej szkolnej koleżanki. Wiedziałam, że w tym domu czeka mnie ciepłe przyjęcie. Po marmurowych schodkach wchodziłam do sieni. Jej podłoga była wyłożona pięknymi, także marmurowymi kaflami w wytarty wzór przypominający szachownicę, a pamiętający jeszcze…
-
Dzień dobry w grudniu
Nocą widać tutaj gwiazdy. Z dala od miejskich świateł lśnią czysto i wyraziście, jak kryształy. Gołym okiem można zobaczyć najmniejsze okruszki rozsypane na atramentowym niebie. Listopad obdarował nas całym swoim bogactwem. Błękitnymi, rześkimi porankami, kiedy wychodziliśmy z domu prosto w słońce i śnieg. Mokrymi, burymi dniami, gdy przyroda zapadała się w ciszę, choć przecież życie nie zastygało ani na chwilę. Popołudniami, kiedy wiatr pędził po niebie zwały chmur w kolorze gołębich skrzydeł. Innym razem układał je w zebrę tuż nad naszymi głowami i można było spacerować wśród obłoków. Wczoraj było wilgotno i przyjemnie. Mewy krzyczały i wygłupiały się w zatoczce. Kolory zgasły i zlały się w jeden spokojny ton, jakby…

























