
Dzień dobry w grudniu
Nocą widać tutaj gwiazdy. Z dala od miejskich świateł lśnią czysto i wyraziście, jak kryształy. Gołym okiem można zobaczyć najmniejsze okruszki rozsypane na atramentowym niebie.
Listopad obdarował nas całym swoim bogactwem. Błękitnymi, rześkimi porankami, kiedy wychodziliśmy z domu prosto w słońce i śnieg. Mokrymi, burymi dniami, gdy przyroda zapadała się w ciszę, choć przecież życie nie zastygało ani na chwilę. Popołudniami, kiedy wiatr pędził po niebie zwały chmur w kolorze gołębich skrzydeł. Innym razem układał je w zebrę tuż nad naszymi głowami i można było spacerować wśród obłoków.
Wczoraj było wilgotno i przyjemnie. Mewy krzyczały i wygłupiały się w zatoczce. Kolory zgasły i zlały się w jeden spokojny ton, jakby ktoś przetarł mokrą gąbką niebo, wodę, trawę. Pola, pagórki i drzewa po drugiej stronie rzeki zginęły we mgle, na horyzoncie widać było tylko ich blade zarysy. A dziś, w pierwszy adwentowy poniedziałek, jest mroźno, wietrznie, słonecznie i jakby odświętnie.
Listopad to dobra pora na wyciszenie i zrobienie kilku kroków w głąb siebie. W tym roku doszło do mnie, jak bardzo chcę być z dala od rzeczy, które mi nie służą. Uciekam od zakupowej przedświątecznej gorączki i robienia czegokolwiek na siłę. Zamierzam przejść przez grudzień w jak najprostszy sposób, ciesząc się naturą, rodziną i przeznaczając czas i energię na to, co dla mnie najważniejsze.
Bardzo spokojnego i błogiego dnia dla Was 🌿🌿🌿

